wtorek, 18 lutego 2014

Już nie ma potrzeby ;)

Nasi znajomi z Fotopolski postanowili jednak nie usuwać. Poradzili sobie w inny sposób. "Znaleźli" inny skan tej pocztówki. Mam jednak wątpliwości czy to rzeczywiście inny skan. Zapraszam do wyrażania opinii.



Przyjrzałem się dokonaniom osoby, która wyciągnęła pomocną dłoń do naszego kopisty i zaciekawiła mnie ta pocztówka. Już wcześniej się nad nią zastanawiałem, ale widać niezbyt dokładnie. Po dokładniejszym przyjrzeniu się widać ślady obróbki w programie graficznym. Chociażby nr 4 – resztka odbitego stempla. Nr 5 – tło w miejscu gdzie była korespondencja wyraźnie odstaje, jest z innej bajki.
Z lewej strony na górze jeziora plamka z atramentu i krzyżyk. Wyraźne ślady kombinowania nr 2 i 3.
Trzeba jednak przyznać, że użytkownik pawulon to o niebo lepszy specjalista od esski.
Można się tylko domyślać jakie ci panowie mają jeszcze dokonania.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Fotopolska - po raz kolejny

Wiem, że to już nudne. Sami jednak widzicie, że oni uwielbiają tu zaglądać. Tym razem użytkownik działający w stylu esski podpisał się z imienia i nazwiska. Widać nie wstydzi się swoich kopiarskich zasług. Pocztówka ma wywabione moje oznaczenie. Jedno chyba przez pomyłkę zostało. Oprócz oznaczeń kopiarza na skanie widzimy oznaczenie Fotopolski. Ciekawy sposób podawania źródła – „Internet”. Może zgodnie z tym trendem zacznie się niedługo w przypisach podawać jako źródło – „biblioteka” lub „archiwum”. Niestety muszę założyć złą wolę kopiarza.
Już im nawet poradziłem, by zrobili na swoim forum jakieś ostrzeżenie przed kopiowaniem z tego bloga.
Coś w stylu: "wariat, omijać z daleka".

niedziela, 16 lutego 2014

Nowe zasady korzystania z zasobów bloga

Blog powstał dla ludzi interesujących się historią Szczytna i powiatu. Bez nich nie miałby sensu. Prowadzący z założenia miał być anonimowy (to apropos częstych zarzutów promowania własnej osoby), z czasem jednak, w wyniku udziału w różnych projektach, ta anonimowość stała się fikcją.
Zasady na jakich można korzystać z zasobów bloga zostały już określone. Szkoda, że nie wszyscy korzystający się z nimi zapoznali. Do tych już wymienionych dodaję:
1. Zakaz usuwania zabezpieczeń przed kopiowaniem.
Pewnie niektórzy czytelnicy pamiętają, że początkowo publikowałem skany bez zabezpieczeń. Niestety kopiujący byli bezczelni i bez skrupułów korzystali z nadarzającej się okazji. Często pada obraźliwy zarzut, że „szpecę” skany pocztówek, których nie jestem autorem. Zgadzam się. Też mi się te zabezpieczenia nie podobają. Może jednak oburzający się na to „szpecenie” zastanowią się, co jest jego przyczyną, kto za nie odpowiada i czy przypadkiem ich oburzenie nie jest spowodowane frustracją wynikającą z łatwego (dzięki tym zabezpieczeniom) udowodnienia źródła skanów. Były nawet przypadki, że oburzający się sami po usunięciu wcześniejszych oznaczeń skany znakowali. Wielokrotnie zdarzało mi się, na życzenie różnych osób instytucji, dostarczać (nieodpłatnie) skany bez oznaczeń.
2. Nie zgadzam się na umieszczanie materiałów z tego bloga na stronach, blogach i portalach, na których znajdują się skany bez podanych prawdziwych źródeł lub skopiowane z aukcji internetowych bez zgody właścicieli aukcji.
3. Proszę o informowanie mnie o wykorzystaniu zasobów tego bloga. Oczywiście nie chodzi o pojedyncze skany. Wbrew wielu opiniom nie śledzę maniakalnie Internetu, w poszukiwaniu „skradzionych” skanów. Jeśli już trafiam na jakieś strony, to najczęściej przypadkiem, szukając nowych nabytków lub dostaję link od czytelników bloga. Gdy widzę, że skany i zdjęcia z bloga są wykorzystywane (zgodnie z zasadami), to jest dla mnie motywacja do dalszej pracy.

4. Korzystając z zasobów bloga proszę kierować się ogólnie przyjętymi zasadami. Po prostu wypada podać adres lub tytuł strony. Dla większości użytkowników jest to zrozumiałe. Niestety jest również spora grupa, która uważa to za bezsensowne utrudnienie dla swojej radosnej twórczości. To, że materiały z tego bloga znajdują się w rożnych dziwnych miejscach nie jest wytłumaczeniem czy usprawiedliwieniem dla nie podania źródła. Publikując (nawet w Internecie) należy starać się dotrzeć do źródła. Zazwyczaj nie jest to trudne, wymaga tylko odrobinę dobrej woli. Jeśli jednak ktoś tego nie potrafi, to zamiast publikować, tworzyć treści, niech lepiej poświęci czas na douczenie się i poznanie podstawowych materiałów źródłowych również tych spoza Internetu. W tak wąskim temacie jak Szczytno i powiat ustalenie źródła pochodzenia zdecydowanej większości zdjęć i skanów jest bardzo proste.

Nikt nikogo nie ukarze za skopiowanie jednego, czy nawet kilku skanów. Pojedyncze skany nie są chronione prawem autorskim i właściciel oryginałów nie posiada do nich praw. Istnieje tu swojego rodzaju luka prawna, z której wielu korzysta. Na szczęście nadal takie postępowanie jest w mniejszości, większość osób uznaje za wskazane podanie źródła. Dlaczego to robią, chociaż nie muszą? Czy wszelkiej maści internetowi kopiści są w stanie zrozumieć jakie motywy nimi kierują?
Inaczej sprawa się przedstawia w przypadku skopiowania większej ilości skanów. Wtedy można już mówić o plagiacie i bezprawnym wykorzystaniu materiałów na przykład z internetowego bloga.
Często kopiujący tłumaczą się, że nie podają źródeł i sami tego nie wymagają. Nie dziwie się. W wielu wypadkach nie ma przecież do czego. Luźny zbiór zdjęć (zdjęcia w odróżnieniu od skanów są chronione prawem autorskim) i skanów z blogów, chomików i aukcji internetowych dla potencjalnych, poważniejszych użytkowników nie jest źródłem, na które można by było się powołać. Trochę niezręcznie byłoby się upominać o podanie źródła skanu czy autorstwa zdjęcia jeśli obok tego wykonanego przez autora znajdują się materiały zapożyczone nie wiadomo (czy aby na pewno nie wiadomo?) skąd.
Co do korzystania ze skanów aukcyjnych, to tak się to robi w dobrym stylu.
http://zurlopu.blox.pl/html
Z tego co pamiętam autor tego bloga publikował skany za zgodą właścicieli aukcji. Każdy kiedyś coś skopiował, pobrał na własny użytek, nawet wbrew prawu. W dzisiejszym świecie nie da się tego uniknąć. Czym innym jest jednak robić to publicznie i pokazywać odbiorcom, że pracę innych ma się za nic. Jakie się wtedy sobie wystawia świadectwo? Jaki sens ma taka praca?
Ten przydługi wywód ma cele edukacyjne. Żyjemy w takim świecie, że wiele osób zapomina o dobrych obyczajach, nie mówiąc już o prawnych uwarunkowaniach. Te prawne uwarunkowania są często niezwykle skomplikowane i nawet autor tej strony czasem stąpa po grząskim gruncie. Dla większości osób, których prawa zostały naruszone liczy się przede wszystkim sposób reakcji w przypadku zgłoszenia takiego naruszenia.
Patrząc na moje (może nie do końca jasne) wywody na temat zasad korzystania z zasobów tego bloga, można przyjąć, że publikuję na zasadach wolnej licencji. Jednak nawet z tak zwanych „wolnych zasobów” trzeba umieć korzystać. Często nie potrafią tego nawet poważni autorzy.

http://pl.wikinews.org/wiki/2007-09-06:_Czy_na_pewno_wiemy,_jak_korzystać_ze_zdjęć_na_wolnych_licencjach%3F

Kontakt:
witoldo125@tlen.pl

wtorek, 28 stycznia 2014

Na fotopolska.eu kochają tego bloga

Dzisiejszy wpis można by było zatytułować: „Z cyklu duże dzieci”. Dlaczego właśnie tak? Ponieważ dziwne, niedojrzałe zachowanie użytkowników i przede wszystkim osób odpowiedzialnych za ten serwis tak mi się kojarzy.
Na fotopolska.eu mnie "kochają" i żyć beze mnie nie mogą. Już raz się na mnie, a przy okazji na Szczytno (długo by tłumaczyć), obrazili. Historia naszej przyjaźni:
http://szczytnopocztowki.blogspot.com/search/label/fotopolska

Zaglądam sobie dzisiaj na ich stronę i moją uwagę przykuła pewna charakterystyczna pocztówka. Zdziwiłem się, bo byłem pewien, że dodawałem do niej zabezpieczenia przed kopiowaniem. Skan ewidentnie mój, dobry, nie jak te „pożyczone” z aukcji. Śladów zabezpieczeń brak. Trzeba się dobrze przypatrzeć by dostrzec, że coś było kombinowane. Można powiedzieć – świetna robota. Niech no się tylko ktoś przyczepi. Zrobi się z niego wariata. No cóż. Każdy ma kiedyś słabszy dzień.Kolejna przeróbka nie była już tak udana. Powiedziałbym, że wyszła raczej nieudolnie. Proszę spojrzeć na nr 1. Kamień w fundamencie trochę urósł i przysłonił cegły. Nr 3 – wyraźne ślady po wywabianiu. Nr 2 i 4 pokazuje nam, że to ta sama pocztówka. Za numer 4 użytkowników bloga i „przyjaciół” z Fotopolski bardzo przepraszam. To moje niedbalstwo. Na szkle skanera został jakiś paproch.
Niestety skanów/obrazów z fotopolski nie można pobierać (widać cenią swoją, twórczą pracę). No i jeszcze te zabezpieczenia i oznaczenia na umieszczonych przez nich skanach. Ciężko w to uwierzyć, ale wielu użytkowników tego serwisu uważa, że są bezprawne. Schizofrenia?
Dlaczego po raz trzeci się tym zajmuję? Uważam, że takie chamskie i perfidne zachowanie trzeba piętnować. Z doświadczenia wiem, że działa na nich tylko to, jak się ich publicznie ośmieszy. Nie jest to trudne, wystarczy zacytować ich argumentację lub pokazać takie przeróbki. Cały czas przechowuję na pamiątk, poprzednią, wyjątkowo długą dyskusję z forum. Niestety gospodarze uznali chyba, że jest dla nich kompromitująca i skasowali ją.




Skan 1 i 2 - fotopolska.eu, nr 3 - mój.
Po raz kolejny proszę moderatorów fotoplska.eu o usunięcie skanów pobranych z tego bloga. Oczywiście jest ich tam obecnie więcej niż te dwa podane powyżej przykłady.
Radzę przyjrzeć się twórczości użytkownika: esski.
http://fotopolska.eu/415,user.html?galeria_zdjec&p=235

Proszę ewentualnych komentujących by nie nazywali tej działalności kradzieżą (bez wyroku grozi to procesem). Z drugiej strony zastanawiam się jak to nazwać. Przecież osoba ta ewidentnie ma coś na sumieniu. Gdyby nie miała, nie usuwałaby ze skanów zabezpieczeń przed kopiowaniem. Kłamczuszkiem chyba nazwać go można? Przecież dokładnie zna źródło pochodzenia skanów i dobrze wie, że nie są nim (tak jak podaje) aukcje internetowe. Podziwiam determinację, przecież przerobienie tylu skanów wymaga sporej ilości czasu. Nie rozumiem tylko celu. Chyba, że weźmie się pod uwagę to, iż użytkownicy serwisu owładnięci są swojego rodzaju „misją” i dla „dobra publicznego” czasu nie liczą i skrupułów nie mają. Cel uświęca środki.
Żeby było jeszcze ciekawiej to użytkownik ten w pełni zdawał sobie sprawę z historii moich kontaktów z fotopolska.eu. Poprzednim razem był głównym kopistą skanów z tego bloga.
Wobec tego faktu można go chyba nazwać bezczelnym kłamczuszkiem?

Myślałem, że w związku z naszym ostatnim sporem tak im zbrzydłem, że odpuszczą sobie tego bloga. Pokusa jednak, jak widać, jest zbyt silna.

niedziela, 1 stycznia 2012

Fotopolska.eu

Kolekcjonerski przełom roku upłynął mi pod znakiem Sylwestra i starcia z serwisem fotopolska.eu. Przypominam, że to już drugie spięcie. Poprzednie zakończyło się tym, że do skopiowanych na serwis pocztówek miały być dodane opisy z uwzględnieniem źródła pochodzenia. Dodano je do 2/3, a resztę pominięto. Pomyślałem - trudno, nie ma o co się awanturować; tym bardziej, że rzeczywiście chodziło o popularne przedwojenne pocztówki lub nawet powojenne. Wbrew pozorom w Internecie nie jest łatwo o skany dobrej jakości i użytkownicy serwisu to wiedzą, dlatego tak chętnie tu zaglądają.
Ostatnio po ponad roku trafiłem przypadkowo do serwisu i zobaczyłem, że umieścili najnowsze pocztówki z bloga. Tym razem jednak bardzo się postarali bo starannie wywabili moje zabezpieczenia przed kopiowaniem. Jak się później dowiedziałem zdjęcia nie pochodziły z bloga, tylko z serwisu MyViMu.com, gdzie mam swoje konto, ale sprawę jeszcze bardziej komplikuję, bo w takim wypadku skany miały podwójne zabezpieczenia.
Widok tych przerobionych skanów wyprowadził mnie z równowagi. Zażądałem usunięcia ich i wszystkich innych pochodzących z mojego bloga. W odpowiedzi dostałem mailem propozycję współpracy. Odmówiłem, powołując się na niedotrzymanie warunków pierwszej umowy. Zdenerwowałem się do tego stopnia, że chciałem skasować wszystkie swoje internetowe zasoby. Naprawdę byłem gotów to zrobić.
W międzyczasie na forum Fotopolska.eu rozpoczęła się dyskusja, która polegała na atakowaniu i ośmieszaniu mnie. Nie mając nastroju przed Sylwestrem na obrzucanie się błotem zrezygnowałem z dyskusji. Dzisiaj jednak zobaczyłem, że komentarzy przybywa i że komentujący posługując się fałszywymi, z pozoru poważnymi i obiektywnymi argumentami, próbują mnie skompromitować. Dobrze się w swoim gronie bawili, a jedynej osobie, która się za mną wstawiła, zasugerowali, że jest mną. Będąc już dzisiaj w świetnym humorze poświęciłem pond 10 godzin na dyskusję z nimi. Starałem się być grzeczny i rzeczowy. Odwoływałem się do ich regulaminu.

„III WARUNKI UCZESTNICTWA W TWORZENIU STRONY
§13. Przy zamieszczaniu na stronie materiałów, których uczestnik nie jest autorem, obowiązkowo należy podać źródło, z którego dane materiały pochodzą lub nazwę instytucji posiadającej prawa autorskie. W przypadku braku tych informacji materiały zostaną usunięte ze strony przez administratora.
§14. (aktualizowany 14.10.2009) Obowiązuje całkowity zakaz publikacji zdjęć zamieszczonych w wydawnictwach książkowych, artykułach i pracach naukowych (zwanych dalej źródłami) oraz materiałów pozyskanych z innych serwisów internetowych (z wyjątkiem aukcji internetowych). Materiały z tych źródeł można publikować jedynie pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody ich twórców / autorów lub wydawnictwa z którego pochodzą i przesłania jej na skrzynkę administracji strony przed dodaniem w/w materiałów na stronę; na adres: fotopolska.eu@gmail.com W innym przypadku zdjęcia zostaną natychmiast usunięte z adnotacją złamania §14 regulaminu. (zgodę pisemną należy zeskanować)”


Początkowo próbowali to ignorować, ale z czasem przyznali, że regulaminem się nie przejmują. Pracują dla dobra publicznego, wiec ich regulaminy nie obowiązują. Trochę to przypominało walkę z wiatrakami. Ciągle zaczynali od nowa z prawami autorskimi. Ja, że nie o prawa chodzi, a o dobre obyczaje. Dowiedziałem się, że dodając swoje oznakowania na skany, których nie jestem właścicielem, łamię dobre obyczaje. Stwierdzono, odpowiadając mi, że również muzea i nawet Narodowe Archiwum Cyfrowe jest na bakier z dobrymi obyczajami. Użytkownik tak się zapętlił w swoich argumentach, że nie zauważył, że sami też znakują skany umieszczane w serwisie. Chociażby ta ciekawa pocztówka, którą możecie zobaczyć również na blogu. Zarzucano, że chodzi mi o pieniądze, promowanie własnej osoby i jeszcze kilka rzeczy. Kazano udowadniać, że skany są ode mnie, najlepiej u siebie na blogu. Była tam cała masa smaczków, których niestety nie da się tu wszystkich przytoczyć. Chyba najciekawsza była uwaga zdenerwowanego użytkownika Festung:

„G…, a nie prawa mamy do tych zdjęć, bo moralnie należą one do Niemców, od wieków mieszkających na ziemiach nadanych Polsce układem z Poczdamu.”

Ja na to, że większość tych starszych materiałów od Niemców kupiłem.
Nie ukrywam, że grzecznie, ale próbowałem ich wyprowadzić z równowagi. Zarzucałem im niekonsekwencje. Bo raz pisali, że owszem skany brali, ale ja nie mam do nich praw. Innym razem, że nie ma pewności, czy są ode mnie i żebym im to udowodnił. I tak przez ponad 10 godzin. Czasem było śmiesznie. Długo wytrzymali. W końcu się poddali. Skasowali część skanów, wiele jednak zostało (na koniec dam linki). Wreszcie wyrzucili mnie z serwisu i skasowali wszystkie komentarze. Ja jestem jednak pod wrażeniem, bo byli wyjątkowo dzielni. Z czasem chyba zaczęli zauważać śmieszność swojej argumentacji i to, że dali się sprowokować do zbyt dużej szczerości. Zrozumieli, że przedłużając publiczną dyskusję tracą na wizerunku. Pojawiły się głosy, że dyskusja jest niepotrzebna. Zgodziłem się z tym, stwierdziłem, że mogliśmy dogadać się na samym początku. Jeszcze tylko próbowano zrzucić winę na mnie, że źle zacząłem, że w zasadzie to mam rację, tylko po co się awanturowałem.
Po raz kolejny wyjaśniłem, że to nie ja zacząłem, że początkowo próbowano mnie zbyć, wziąć na przetrzymanie, później zakrzyczeć.
Dzisiaj nie ma już śladu po dyskusji, posprzątano wszystkie moje komentarze, również te pojedyncze. Szkoda, bo to wszystko było bardzo pouczające. Była to chyba jedna z dłuższych i ciekawszych dyskusji dotyczących tej kwestii, jaka odbyła się w polskim Internecie.

Jedną z ciekawszych sytuacji była sprawa z tym zdjęciem. Zakupiłem je od znanego kolekcjonera i na pewno w ostatnich latach nie było dostępne w Internecie. Całkowicie pozbawione cech charakterystycznych, ciężko byłoby udowodnić jego pochodzenie. Na szczęście z pomocą przyszła nam inteligencja osoby, która je wstawiła. Pocztówka jest nietypowa, bo chociaż wydrukowana przed wojną, to była w obiegu na terenie Niemiec po wojnie. Wstawiający podał datę 1947 r. Na dociekliwe pytania użytkowników, stwierdził, że się dokopał do takiego opisu: Obieg: Weilheim - Drezno 02.07.1947 r. Ani słowa gdzie się do tego dokopał. Długo trzeba było tłumaczyć, że wstawiający sam się zdradził swoim wyjątkowo śmiesznym „dokopaniem się” do opisu. Przyzwyczajeni, że pocztówka nie ma znaków szczególnych, w kółko pisali - udowodnij. W końcu ustąpili.



















Najgorętsza dyskusja toczyła się pod zdjęciem żołnierzy ze Szczytna. Podobno już przerobione (przycięte, bez niemieckiego opisu i bez moich znaków) było oferowane na sprzedaż na Świstaku jako reprodukcja. Wydaje mi się to nieprawdopodobne, bo to zdjęcie bez opisu, nic charakterystycznego nie ukazuje i mogłoby być zrobione wszędzie. Już lepiej byłoby wybrać inny skan i sprzedawać go jako reprodukcję. Nie mogę zarzucić kłamstwa, ale to tłumaczenie jest nie do przyjęcia. Oczywiście tradycyjnie żądano ode mnie, bym udowodnił, że mam do niego prawa. Użytkownik Yanek pouczał, że zanim zakupi się zdjęcie jest ono długo dostępne na stronie sklepu lub aukcji (ze Świstaka jednak szybko zniknęło, tak szybko, że nikt go tam nie widział). Kolejnych kilku użytkowników kwestionowało, to że skan został skopiowany ode mnie. Rzucono nawet podejrzenie, że nie posiadam niektórych oryginałów opublikowanych na blogu. Dyskusja się ciągnęła i ciągnęła aż użytkowniczka Danuta B. stwierdziła:
Pomijając całą dyskusję, ponownie usuwam to zdjęcie, bo pokazuje paskudnych szwabskich żołdaków w bliżej nieokreślonym miejscu. Szkoda miejsca na serwerze

Żadnego przyznania się do błędu, tylko zdjęcie raptem okazało się brzydkie. Wcześniej było dobre, miało pozytywne komentarze a tu raptem…
Użytkownik Euglen:
Te zdjęcie nic ciekawego nie przedstawia nareszcie mądra decyzja

Czytając te dwa komentarze, aż ciężko uwierzyć, że są to dorośli ludzie.

Na koniec dziękuję tym nielicznym użytkownikom dyskusji, jeśli można ją tak nazwać (mam ją zapisaną, może dodam ją jako oddzielny link – pytanie czy to jest zgodne z prawem?), którzy się za mną wstawili lub przyznali odrobinę racji. Trzeba przyznać, że i tacy byli.














Drugi z przerobionych skanów. Trzeba się dobrze przyjrzeć by dostrzec ślady bo wywabionych oznaczeniach.

Skany z tego bloga nadal dostępne w serwisie fotopolska.eu. Pomijam te, które były skopiowane z aukcji. Jakimś prawem twierdzą, że z aukcji mają prawo kopiować. Nadal proszę o ich usunięcie.
(Po usunięciu skanów przez Fotopolskę wszystkie linki z tego wpisu do ich portalu skasowałem 30.01.14 r.)

Oczywiście to nie są wszystkie skany. Nie chce mi się już więcej szukać (i tak, podsumowując, straciłem na tę zabawę z fotopolska.eu dwa pełne dni). Może więc tym razem serwis fotopolska.eu udowodni, że skany zostały pozyskane zgodnie z poszanowaniem ogólnie przyjętych zasad i własnego regulaminu. Chyba ciężko będzie, skoro sami przyznali, że regulamin jest tylko dla ozdoby i się nim nie przejmują, mają misję, bo pracują dla dobra publicznego (słowo misja w tym przypadku to żart, ironia, nie bezpośredni cytat – wstawka konieczna, bo przedstawiciele serwisu nie mają poczucia humoru i wszystko biorą dosłownie).

Świetnie rozumiem, że taki już ten świat jest, że ciągle będą pojawiać się nowi chętni do korzystania z czyjejś pracy, bez poinformowania o tym i bez podania źródeł. Nie znaczy to jednak, że zawsze należy im odpuszczać. W przypadku tak masowym jak ten, nie zaszkodzi poddanie pod publiczny osąd. Kilkukrotnie przekonałem się już, że to naprawdę działa otrzeźwiająco na kopiujących.

wtorek, 21 grudnia 2010

Oświadczenie - FOTOPOLSKA.EU

Oświadczam, że nie wyrażam zgody na publikacje skanów i zdjęć z tego i innych prowadzonych przeze mnie blogów oraz żadnych innych zdjęc mojego autorstwa w serwisie FOTOPOLSKA.EU. Wszystkie skany i zdjęcia mojego autorstwa zostały umieszczenie tam bez mojej zgody (w wyniku zawartego wcześniej porozumienia wyraziłem zgodę na publikacje jednego skanu). Serwis nie reaguje na moje prośby o usunięcie skanów pocztówek z mojej kolekcji, dlatego na przyszłość odmawiam z nim jakiejkolwiek współpracy. Jednocześnie przypominam, że zasady korzystania z zasobów moich blogów nie są zbyt wygórowane. W większości przypadków wystarczy zapytać o zgodę i podać źródło. Dla użytkowników / współpracowników FOTOPOLSKA.EU to chyba jednak zbyt wiele.